Kilka razy byłem już na takim wyjeździe motywacyjnym organizowanym przez moją firmę. W sumie lubię takie imprezy, choć prawdę mówiąc podchodzę do nich z pewnym dystansem. Wydają mi się one takie trochę naciągane, a ich uczestnicy tak jakby trochę zgrywają się… I to łącznie z organizującym je kierownictwem firmy. Te konferencje i szkolenia są fajne, ale jeśli się dobrze przyjrzeć, to wszyscy podchodzą do tego z przymrużeniem oka. Optymizm na pokaz, uśmiechy, bo tak trzeba. Niektórzy jadą, choć widać, że nie mają na to najmniejszej ochoty…. Ale czego nie robi się, by utrzymać się w firmie i nie odpaść przy najbliższej redukcji…?
Szefowie organizują takie szkolenia i wyjazdy motywacyjne. Do tego dodają różne niecodzienne atrakcje (wyprawy górskie, spacer po zamarzniętym Bajkale czy też jazda na wielbłądzie), które mają zmotywować pracowników do dania z siebie jeszcze więcej. Dla mnie takie wyjazdy biznesowe to klasyczny wyścig szczurów czyli niezdrowa konkurencja w firmie na której korzystają szefowie, a tracą pracownicy…. Wyjazdy motywacyjne może i byłyby dobre, ale gdyby nie były poddane takiej presji jak obecnie. Odmówisz, możesz się liczyć ze zwolnieniem.
Czasami też szefowie robią durniów ze swoich ludzi, których niby chcą motywować i wysłać na jakieś atrakcyjne konferencje i szkolenia. Pamiętam taką sytuację, że już była rezerwacja biletów lotniczych i….. wszystko zostało odwołane, mimo, ze ludzie się starali zakwalifikować na ten wyjazd motywacyjny.
Okazało się, że Centrala zarządziła cięcia kosztów…… Powinno być głupio naszym bezpośrednim szefom, ale…. Po nich to spływa jak woda po kaczce……
No user responded in this post